Mazurska przygoda pod żaglami – weekend na jeziorach
Nic tak nie koi, jak kilka dni spędzonych na wodzie. W połowie sierpnia wybraliśmy się na weekendowy rejs po Mazurach na pokładzie wygodnego jachtu TES 32 Dreamer. Start i meta w Giżycku – mazurskiej stolicy żeglarstwa – a po drodze: wyspy Kisajna, gościnne Węgorzewo i klimatyczny Nowy Sztynort. Cztery dni, które pokazały nam Mazury w pełnej różnorodności – od słonecznych wieczorów po chłodne, deszczowe żeglowanie.

Wyspy Kisajna – cisza i spokój w sercu jeziora
Rejs rozpoczęliśmy w czwartkowe popołudnie, wypływając z portu Royal w Giżycku. Nie śpieszyliśmy się – kierunek był jasny: jezioro Kisajno i jego malownicze wyspy. To właśnie tam Mazury pokazują swoje najbardziej naturalne oblicze – dzikie ptactwo, gęste trzcinowiska, ciche zatoczki, w których czas płynie wolniej.
Wieczór spędzony na kotwicy wśród wysp dał nam pierwszy przedsmak tego, czym jest mazurska wolność – ognisko na brzegu, odbicia księżyca na wodzie i odgłosy przyrody zamiast miejskiego zgiełku.
W stronę północy – port Keja w Węgorzewie
Piątkowy poranek przyniósł sprzyjający wiatr i idealne warunki do żeglugi. Obraliśmy kurs na północ, mijając szerokie wody Mamr i wąskie przejścia, które są kwintesencją mazurskiego szlaku. Po kilku godzinach żeglugi dotarliśmy do Węgorzewa – miasta leżącego na samym krańcu żeglownego szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.

Cumowaliśmy w porcie Keja, który okazał się świetnym miejscem na odpoczynek. Węgorzewo, choć niewielkie, ma swój klimat – spokojne uliczki, portowe tawerny i atmosferę pogranicza, bo to przecież jedno z najdalej wysuniętych na północ mazurskich miasteczek. Wieczór spędziliśmy w żeglarskim rytmie – z gitarą, dobrym jedzeniem i rozmowami, które na Mazurach płyną tak samo lekko jak woda w kanałach.
Nowy Sztynort – deszczowa sobota i żeglarskie schronienie
Sobota miała być kulminacją rejsu, a okazała się prawdziwym testem. Pogoda załamała się już rano – zimny wiatr, ciężkie chmury i nieprzerwany deszcz towarzyszyły nam w drodze na południe. Mimo kapryśnej aury, żeglowanie miało swój urok – mgła snująca się nad taflą jeziora, puste akweny i to poczucie, że jesteśmy jedynymi śmiałkami, którzy nie uciekli do portów.
Po kilku godzinach dopłynęliśmy do Nowego Sztynortu – największego portu na Mazurach, a jednocześnie miejsca o niezwykłej historii. Dawna siedziba rodu Lehndorffów wciąż robi wrażenie – choć pałac pozostaje w ruinie, jego otoczenie i atmosfera przypominają, że Sztynort od wieków był ważnym punktem na mazurskiej mapie. Dla nas był przede wszystkim schronieniem – tawerna, ciepły posiłek i żeglarska muzyka szybko wynagrodziły chłód i wilgoć.

Niedzielny powrót – przez Kisajno do Giżycka
Niedziela była już spokojniejsza. Choć chłód pozostał, deszcz ustąpił, a słońce nieśmiało próbowało przebić się przez chmury. Powrót do Giżycka był okazją, by jeszcze raz nacieszyć się widokiem rozległego Kisajna, które przy wietrze i falach pokazuje zupełnie inne oblicze niż to czwartkowe – bardziej surowe, ale równie piękne.
Po południu zacumowaliśmy ponownie w porcie Royal, kończąc naszą mazurską przygodę.

Podsumowanie
Cztery dni na pokładzie TES 32 Dreamer dały nam pełen wachlarz mazurskich doświadczeń. Od ciszy i dzikiej przyrody wysp Kisajna, przez portową atmosferę Węgorzewa, po deszczowy, ale pełen klimatu Sztynort. To był rejs, który udowodnił, że Mazury są piękne w każdą pogodę – bo najważniejsze są wspólne chwile na wodzie i to poczucie wolności, które daje żeglowanie.



Opublikuj komentarz