Rejs One-way. Palma de Mallorca – Teneryfa
Relacja z wyprawy Melikles Sailing. Rejs One-way. Palma de Mallorca – Teneryfa.
Jesienią 2025 roku załoga Melikles Sailing wyruszyła w trzytygodniowy rejs jachtowy z Palma de Mallorca na Teneryfę. Trasa wiodła przez południowe wybrzeże Hiszpanii, dalej przez Cieśninę Gibraltarską, wzdłuż północnej Afryki i przez Atlantyk na Wyspy Kanaryjskie.
Po drodze odwiedzono porty: Cartagena, Águilas, Motril, Benalmádena, Gibraltar, Ceuta, Puerto Calero na Lanzarote oraz port docelowy Marina del Sur na Teneryfie.
Rejs dostarczył wielu emocji — od awarii technicznych, przez kapryśną pogodę, po wyjątkowe lądowe przygody, w tym jednodniowy wypad do Maroka.
Awaria silnika na pierwszym etapie
Jeszcze zanim jacht oddalił się od Balearów, załoga natknęła się na poważny problem techniczny.
Silnik zaczął tracić moc, pracował nierówno, a kolejne rozruchy stawały się coraz trudniejsze.
Okazało się, że winne są:
- zapychające się przewody paliwowe,
- brudne filtry paliwa,
- oraz zanieczyszczony odstojnik paliwa, w którym odkładały się osady.
Załoga przeprowadziła:
- pełne czyszczenie odstojnika,
- wymianę filtrów,
- odpowietrzenie układu paliwowego,
- kontrolę dopływu paliwa do wtrysku.
Naprawa wykonana na falach wymagała współpracy całej ekipy i dużej precyzji. Po kilku godzinach działań silnik odzyskał sprawność i jacht mógł kontynuować rejs w stronę kontynentu.

Etap po etapie — odwiedzone porty i najważniejsze wydarzenia
Cartagena
Pierwszym dużym portem na trasie była Cartagena — miasto o rzymskich korzeniach i doskonałej marinie. Po naprawie silnika port okazał się idealnym miejscem na odpoczynek, uzupełnienie zapasów i kontrolę instalacji paliwowej.

Águilas
Kolejny postój w kameralnej marinie w Águilas pozwolił złapać oddech i przespać noc przy spokojnej pogodzie. To typowy port tranzytowy, ale idealny na regenerację po intensywnym początku rejsu.
Motril
W Motril, większym porcie w rejonie Andaluzji, pogoda zaczęła się pogarszać.
Prognozy wiatrów, które miały znacząco utrudnić dalszy marsz pod Gibraltar, zmusiły załogę do zachowania czujności — to tu zaczęły się pierwsze rozmowy o możliwej zmianie planu etapu na Maderę.
Benalmádena
Elegancka marina w Benalmadenie — z futurystyczną architekturą i spacerowymi promenadami — była miejscem krótkiego odpoczynku, ale i narastającej świadomości, że pogoda nie będzie sprzyjać szybkiemu wyjściu na Atlantyk.
Gibraltar – oczekiwanie na okno pogodowe
Po kilku dniach dotarliśmy do Gibraltaru, strategicznego punktu na mapie każdego żeglarza.

Oczekiwanie na okno pogodowe
Wiatry od Atlantyku były zbyt silne, a zejście na południe w stronę Madery — gdzie miała nastąpić zmiana załogi — stało się ryzykowne.
Przez kilka dni załoga analizowała prognozy, czekając na stabilizację warunków.
Zwiedzanie Gibraltaru
Czas oczekiwania nie poszedł na marne:
- odwiedzono Europa Point,
- złożono wizytę pod pomnikiem generała Władysława Sikorskiego – polskim akcentem, ważnym dla historii II wojny światowej,
- a na koniec odbył się klasyczny angielski obiad: fish and chips, czyli lokalny kulinarny obowiązek.

Zmiana planów – Madera poza zasięgiem
Pierwotnie rejs miał składać się z trzech etapów, a do zmiany załogi miało dojść na Maderze.
Jednak pogoda pokrzyżowała plany.
Atlantyk w tamtym czasie przyniósł:
- silne wiatry W–SW,
- wysoką, stromą falę,
- przechodzące niże z porywami niemal sztormowymi.
Przejście na Maderę wymagałoby żeglugi pod silny wiatr, co byłoby zarówno męczące, jak i ryzykowne.
Dlatego skiper podjął kluczową decyzję:
👉 zamiast płynąć na Maderę, popłynęliśmy bezpośrednio na Wyspy Kanaryjskie, omijając najgorszą strefę pogodową.
To oznaczało, że zmiana załogi na Maderze nie była możliwa i musiała zostać przeniesiona.
Ceuta — przystanek przed oceanem
Po znalezieniu okna pogodowego ruszyliśmy przez cieśninę i dotarliśmy do Ceuty, hiszpańskiej enklawy w Afryce.
Jednodniowa wycieczka do Maroka
Z Ceuty załoga wybrała się na jednodniowy wypad do Maroka.
W programie znalazły się:
- graniczne przejście do Afryki,
- Tetouan lub M’Diq,
- marokańskie souki,
- herbata miętowa,
- intensywne kolory i aromaty Maghrebu.
Był to jeden z najbardziej kulturowo barwnych momentów rejsu.
Atlantyk i Lanzarote — Puerto Calero
Przed rejsem zostaliśmy zaopatrzeni przez armatora w race przeciw Orkom, które od kilku lat, dokładnie od czasów pandemii atakują jacht powodując poważne uszkodzenia a nawet ich utonięcie. Race zawsze mieliśmy pod ręką aby ich użyć w miarę potrzeby. Po minięciu afrykańskiego wybrzeża rozpoczął się dłuższy odcinek oceaniczny.
Pasaty sprzyjały, a wachty toczyły się spokojnym, równym rytmem. Zaskakujące były częste spotkania z wypróżnionymi plastikowymi zbiornikami na paliwo z okolicy Maroka a także ogromna ilość sieci na marokańskim szelfie. Trzeba na nie bardzo uważać cały czas ponieważ mogą spowodować wkręcenie się w śrubę i dodatkowe kłopoty na oceanie. Dobrze zaplanowane wachty oraz pewna załoga znacznie poprawiała komfort oceanicznej żeglugi.
Po 4 i pół doby dotarliśmy do Puerto Calero na Lanzarote — jednej z najbardziej prestiżowych i spokojnych marin na Kanarach.
Tu załoga odpoczęła, uzupełniła zapasy i przygotowała się do finału podróży.

Finał rejsu – Marina del Sur, Teneryfa
Ostatnie mile wiodły na południe Teneryfy, gdzie 8 listopada 2025 jacht zacumował w Marina del Sur w Las Galletas — kameralnym, żeglarskim porcie z pięknym widokiem na ocean i wulkan Teide.

Podsumowanie
Rejs Palma – Teneryfa 2025 był wyjątkowym połączeniem:
- wyzwań technicznych (awaria silnika),
- kaprysów pogody,
- żeglarskich decyzji strategicznych,
- wielu portów i kultur,
- oraz nieoczekiwanej zmiany planów związanej z Maderą.
To wyprawa, która pokazała, jak różnorodne, dynamiczne i nieprzewidywalne potrafi być morze — i jak doskonale potrafi połączyć ludzi.



Opublikuj komentarz